12.26
“Burzowe Kocię” autorstwa M.L. Kossakowskiej to trzecia z czterech opowieści oznaczonych wspólną nazwą “Upiór z południa”. Dostałem tę książkę od mojej Myszki. Żałuję nieco, że rozpocząłem serię od trzeciej części, jednak z tego co zdążyłem się zorientować kolejne części nie są za bardzo ze sobą powiązane, na co mam nadzieję, gdyż zamierzam przeczytać wszystkie trzy pozostałe. “Burzowe Kocię” opowiada o byłym komandosie , który trafił praktycznie w kawałkach do szpitala. Troy Harlows, bo tak ma na imię bohater, zauważa pewnej burzowej nocy przemokłego i zmarzniętego kota, stojącego w oknie jego szpitalnego pokoju. Kot przedstawia się Troyowi i prosi o pomoc w uratowaniu Opodal, której zagraża Upadły Idr, chcący zasiać zło w całej krainie. Troy tłumaczy sobie, że gadający kot i fantastyczne krainy to część terapii i że sam zmyśla sobie te bzdury, ostatecznie zgadza się pomóc Kocięciu i wyrusza z nim pod osłoną burzy do Krainy Opodal. To książka dla każdego kto choć trochę lubi fantastykę choć jest pisana bardzo prostym językiem i zawiera mnóstwo odniesień do współczesnej kultury, ale i też dla każdego kto ma poczucie humoru, gdyż jednego Harlowsowi nie można odmówić. Jest strasznym cynikiem i w niektórych momentach, szczególnie na początku nie mogłem powstrzymać się od chronicznych wybuchów śmiechu
Książka wciągnęła mnie (a to się rzadko zdarza) na cały dzień i jeden poranek. Teraz zabieram się za Siewcę Wiatru, tej samej autorki. Po katordze, zwanej świętami, zabieram się za wspomniane trzy części “Upiora”.
