02.08
Są rzeczy, o których nie myślimy, to oczywiste. Te najgorsze, najsmutniejsze czy też najbrutalniejsze dotykają nas dopiero gdy stajemy się ich świadkami. Gdy dotykają naszych bliskich uświadamiamy sobie, że tak naprawdę istnieją, a o innych zwyczajnie sobie przypominamy. Bo dotknęły właśnie nas, naszych bliskich, nie innych. Ostatnio dużo czytałem i słuchałem na temat zbliżającej się zagłady Ziemi. Nie, nie mówię o tych “bzdurach” (?), kodzie Biblii, 2012, kalendarzu Majów, przepowiedniach i trzeciej wojnie światowej. Trudno jest wierzyć w domysły, jednocześnie mówić o tym czy przekonywać innych do tego nie mając wystarczającej wiedzy na temat. Moim celem, przy każdej okazji kiedy o tym mówię jest jedynie zwrócić uwagę. Co z tym zrobisz – Twoja sprawa. A propos w/w “bzdur”. Słyszeliście niedawno w telewizji informację na temat prawdopodobnej daty narodzin Chrystusa. Jesteście pewni, że po ponad 2 tysiącach lat możemy być absolutnie pewni, że ten człowiek urodził się dokładnie 2009 lat temu? Każdy racjonalny człowiek odpowie: Nie. Nie możemy być tego pewni. I na dzień dzisiejszy wiadomo, że data jest inna, szacuje się, że najprawodpodobniej był to IV lub VI w. p.n.e. Dlaczego o tym mówię? Oczywiście, kilka lat w skali 2 tys. lat niczego nie zmieina dla Chrześcijan. Ważna jest przecież symbolika. Jeżeli jednak rozważać rok 2012 jako ten, w którym “coś ma się stać” to prawdopodobnie już się stało i tak na dobrą sprawę żyjemy w roku “Dwa tysiące x nastym”, najprawdopodobniej 2013-2016. Tego oczywiście najprawdopodobniej nie dowiemy się nigdy. Każdemu kto choć trochę interesuje się tym tematem polecam obejrzenie wywiadu z Bobem Deanem (SGM). Wyjasnia nie tylko wiele spraw związanych z tematami 2012, zbliżającej się planety Nibiru, ale także z wieloma sprawami, jakimi zajmował się na przestrzeni kilkudziesięciu lat rząd amerykański i wszelkie służby specjalne.
Wracając do sedna, mówię tutaj o ewentualności zagłady Ziemi. Abstrachuję od tematu zbliżającej się planety X (Nibiru). Zastanówmy się, ile żyje przeciętny człowiek? 70 lat? Czym jest te 70 lat w nieskończoności czasu i kosmosu, istnienia Ziemi i wszechświata. Tak samo niczym jest Ziemia wobec całego kosmosu. Krótko mówiąc – w końcu coś musi w nas pierdolnąć. I po prawdzie takie sytuacje na Ziemi miały już miejse wielokrotnie. Taka jest kolej rzeczy.
Nie przekonuję Was tak jak wspominałem do wiary w takie rzeczy. Nie o to mi chodzi. Kiedy myślę o tym wszystkim to tak się zastanawiam. Co bym zrobił gdyby pewnego dnia miał skończyć się świat. I przychodzi mi do głowy to całe kurestwo, które mamy na świecie. Wyliczać mógłbym siedząc przez całą noc. Każdy człowiek to inny problem, krzywda, ból, wojna, brutalność. Gdzieś kobieta myśli o tym jak schudnąć, mierzy swoją talię metrem krawieckim, gdzieś kobiecie puchnie z głodu brzuch, umierją dzieci. Gdzieś skurwiel gwałci kobietę, rabuje sklep, zabiera komuś cały życiowy dobytek lub po prostu odbiera życie. Gdzieś ktoś krzywdzi innego człowieka słowami, wyżywa się nad nim psychicznie i poniża. Gdzieś zwierzątka przechodzą katusze dla ubrań, dla perfum. W innym miejscu ktoś tortuje dla własnej przyjemności porwanego człowieka. W Iraku giną ludzie, bo ktoś im naopowiadał bzdur o wolności i niewiernych, tym drugim o Bogu, honorze i ojczyźnie. Miliony ludzi umiera na różne choroby cywilizacyjne. Jedni borykają się z problemami, inni toną w luksusach plując im na głowę. Klimat coraz bardziej się jebie, topnieją lodowce, powiększa się dziura ozonowa, wzrasta oddziaływanie efektu cieplarnianego. Stoisz na poczcie, wkurwiasz się bo kolejka długa jak sam skurwysyn. Idziesz ulicą, ogląda się za Tobą inny człowiek i szepcze zawistnie do ucha koledze o tym jaki to jesteś zjebany. Człowiek człowiekowi wilkiem…
Wśród tych wszystkich rzeczy i jeszcze wielu innych istnieją również te pozytwne aspekty życia, ale to są tylko chwile wśród tego całego syfu. Żyjemy złudną nadzieją, każdy z nas obiera sobie jakieś cele, ale one i tak prowadzą do nikąd. To nie pesymiz, to smutna prawda. Być może dlatego nie warto się tym wszystkim przejmować i żyć mocno mimo wszystko? Ja tak niepotrafię, choć oddałbym wszystko by móc tak żyć. Rzeczywistość szybko daje Ci po mordzie…
Mimo wszystko jeżeli czeka nas zagłada, chyba nie będę żaował niczego. Niech wszystko zniknie w ciszy i może kiedyś będzie lepiej. “Szczęście dla wszystkich za darmo! I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!”.
Ja nie żałuję niczego, żadnej decyzji, żadnego wyboru. Jestem szczęśliwa mając Ciebie, a jak ma być koniec świata, to niech będzie. Mi jest wszystko jedno. Żyłam już trochę, nie będzie mi żal odejść. Skończy się to wszystko kiedyś na pewno, ale czy teraz czy za dwadzieścia, może trzydzieści lat? Tego nie jestem pewna. To ludzie doprowadzają do zagłady. Wszelkie kłamstwa, utajnianie, to jak traktujemy siebie na wzajem, jak traktujemy swoje środowisko, swoje życie. Prędzej czy później tak to się musi skończyć i powinniśmy być tego świadom.
Czuję taką pieprzoną bezradność. Bo wszystkiego nie da się ogarnąć i mimo wszystko trzeba żyć dalej.
Hmm świetna notka :] Na blog trafiłem przypadkiem i czytałem tylko ją. Bardzo… osobista i szczera a przez to świetna